16 grudnia b.r. w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego odbyły się dni Archeologii Podwodnej UW. Plan obchodów przedstawiał się tak: Wraki z Martwej Wisły – najnowsze odkrycia, o których opowiadał archeolog podwodny, dr Waldemar Ossowski, dalej nastąpiła prezentacja Archeologii Podwodnej jako nowego kierunku studiów na UW poprowadzona przez dra Radosława Karasiewicza-Szczypiorskiego. Pierwsza część zakończyła się wręczeniem medali pamiątkowych popularyzatorom Archeologii Podwodnej, a drugą rozpoczął  Raport z pierwszej polskiej ekspedycji nurkowej – Gallipoli 2011 (dr Piotr Nykiel, Roman Zajder, Piotr Wytykowski). Ostatni prezentowany temat dotyczył projektu Wisła 1655-1906-2009, interdyscyplinarne badania dna rzeki, który prowadzony był przez dra Huberta Kowalskiego, dr Justynę Jasiewicz, Marcina Jamkowskiego. Całość zwieńczona była otwarciem wystawy fotograficznej, zatytułowanej „ Najgłębsze tajemnice planety. Polska eksploracja podwodna”

            Jak wynika z planu cała „imprezę” rozpoczął krótki wykład dra Waldemara Ossowskiego, kierownika badań podwodnych w Martwej Wiśle prowadzonych przez Dział Badań Podwodnych Centralnego Muzeum Morskiego.

Na pierwszy z wraków natrafiono już w 2008 roku w dzielnicy Stogi, a znalazł go pracownik Urzędu Morskiego w Gdyni Jacek Koszałka przy pomocy sonaru bocznego, podczas sondowania dna przed planowanym pogłębianiem toru wodnego.  Początkowo miał być to tylko fragment burty, jak się jednak okazało był to prawie w całości zachowany statek, służący do załadunku i rozładunku większych jednostek, stojących na redzie. Bordyna, bo tak nazywano te jednostki, zachowana jest bardzo dobrze wraz ze znajdującą się tam windą kotwiczną, a całość wraka liczy sobie 23 metrów długości i 7 metrów szerokości. Okazuje się jednak, że na śródokręciu wrak jest złamany. To właśnie w tym miejscu kilka dni przed zakończeniem badań dr Ossowski trafił na kolejny wrak, jednostki rzecznej nazywanej szkutą, z doskonale zachowaną dziobnicą. To ułożenie pozwala przypuszczać, że oba statki zatonęły w wyniku zderzenia ze sobą. To jednak jeszcze nie koniec. Okazuje się, że kawałek dalej Martwa Wisła skrywa jeszcze dwa inne wraki.

Przed pogłębianiem dna statki, w tym także bordyna, zostaną wydobyte, dokładnie zadokumentowane i przebadane, a następnie, ze względu na brak możliwości przechowywania i konserwowania tak dużych wraków, zatopione w okolicach wraka Solen na głębokości 14 metrów.

Są to niezwykle cenne i ciekawe informacje, szczególnie, że dotychczas bordyna znana była jedynie z trzech rycin i źródeł historycznych, miejsce jej ponownego zatopienia wraku ma się wkrótce stać podwodnym skansenem archeologicznym. Osobiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniami CMM, jak również wystąpieniem dra Ossowskiego.

Po zakończeniu pierwszej części dr Radosław Karasiewicz-Szczypiorski zaprezentował nową ofertę dydaktyczną w zakresie archeologii podwodnej na Uniwersytecie Warszawskim. Możliwość uczęszczania na zajęcia z archeologii morskiej w ramach studiów licencjacki pojawiła się już w tym roku akademickim i obejmuje między innymi wykłady ogólnouniwersyteckie (rok I) z zakresu Archeologii morskiej Europy Północnej prowadzone przez dra Waldemara Ossowskiego i Archeologii podwodnej prowadzone przez dr Bartosza Kontnego. Ponadto II i III rok obejmują zajęcia fakultatywne z Metodyki badań podwodnych (mgr Magdalena Nowakowska) i Szkutnictwa średniowiecznego i nowożytnego (dr Waldemar Ossowski).

Poza studiami licencjackimi Instytut Archeologii wraz z Crimea Project oferują studia podyplomowe z tego samego kierunku, które zostały zatwierdzone przez Senat UW w czerwcu b.r. Rekrutacja trwa do 15 lutego 2012 roku, a jedynym wymaganiem (poza posiadaniem dyplomu licencjata, inżyniera bądź  magistra) jest posiadanie stopnia nurkowego uprawniającego do samodzielnego nurkowania (CMAS – P2, PADI – RESCUE, bądź równoważne stopnie innych federacji). Jednocześnie Crimea Project ogłasza konkurs fotograficzny, którego nagrodą jest indeks na roczne studia podyplomowe Archeologii Podwodnej (więcej na temat rekrutacji i konkursu na stronie organizatora).

Zwieńczeniem tej części programu było wręczenie medali pamiątkowych popularyzatorom archeologii podwodnej. Do grona uhonorowanych należeli: Monika Rogozińska – dziennikarka Rzeczpospolitej oraz prezes polskiego oddziału The Explorers Club, Krzysztof Kowalski – dziennikarz Rzeczpospolitej, Paweł Jeż – dziennikarz i wydawca TVP1, Katarzyna Kobylecka – dziennikarka Polskiego Radia, Hanna Dołęgowska – dziennikarka Polskiego Radia, Witold Pasek – pracownik Polskiego Radia, Leszek Lech – pracownik Polskiego Radia oraz Maksymilian Allweil – organizator Targów Nurkowych „Podwodna Przygoda”

Roman Zajder i dr Piotr Nykiel poprowadzili drugi wykład, którego tematem wiodącym był stan wraków jednostek zatopionych podczas bitwy o Dardanele. Przed polską ekspedycją odbyły się jeszcze trzy inne, dwie organizowane przez Australijczyków, które koncentrowały się jedynie na wraku okrętu podwodnego AE2 i jedna prowadzona przez dra Roberta Ballarda, który również zajął się tym samym wrakiem. Celem Polaków było (w miarę możliwości) zbadanie, zinwentaryzowanie, sfotografowanie i sfilmowanie jak największej ilości wraków. Cieśnina Dardanelska skrywa ogromną ilość zatopionych statków – głównie angielskich i francuskich, które są pozostałością i niejako pamiątką po I wojnie światowej, w tym Bouvet i HMS Ocean, które rzekomo zatonęły po wpłynięciu na minę.

Pierwsze eksploracje objęły dwa brytyjskie okręty: pierwszy, transportowy Lundy i drugi wyposażony w domniemaną rafinerię do przerabiania wody morskiej na pitną oraz łódź desantową ANZACu leżącą na głębokości 30 metrów równo na stępce. Stan tej ostatniej jest bardzo dobry, a w lewej burcie widoczny jest otwór po pocisku artyleryjskim, który najprawdopodobniej spowodował zatonięcie łodzi.

Kolejnym eksplorowanym i inwentaryzowanym zabytkiem jest turecki pancernik MASUDIYE. Sam wrak, jest w bardzo złym stanie, jednak w jego okolicy znaleziono pociski artyleryjskie kalibru 234 mm co zdaniem badaczy jest niezwykłym i ważnym odkryciem. Ostatnim „znaleziskiem” jest leżący na stępce statek szpitalny storpedowany niegdyś przez angielski okręt podwodny. Blachy śródokręcia są mocno powyginane co daje wrażenie jakby statek tonąc przełamywał się na pół, jednak całość zachowana jest bardzo dobrze. Dobrze do tego stopnia, że zachował się nawet ster i kilka nienaruszonych iluminatorów. Wyjątkiem jest dziób, w który to właśnie trafiła angielska torpeda.

Całość prezentacji zakończona została krótkim filmem, który dokładniej niż przedstawiane wcześniej zdjęcia zobrazował wygląd i rozmieszczenie wraków. Sam temat jest niezmiernie ciekawy i wiele wnosi do historii, jednak sposób przedstawienia pozostawia, niestety, wiele do życzenia. Lektor filmu powtarzał wypowiedzi autorów co wydaje się być nużące, a całość trwała zbyt długo. Mimo to z pewnością będę czekać na kolejne projekty.

Ostatnia prezentacja jest przedstawieniem projektu „Wisła 1655-1906-2009, interdyscyplinarne badania dna rzeki”, który rozpoczął się na początku 2009 roku i miał na celu zlokalizowanie i wydobycie zabytków skradzionych z Zamku Królewskiego w Warszawie podczas potopu szwedzkiego, i zatopionych w warszawskiej części Wisły. Organizatorami badań byli: dr Hubert Kowalski, dr Justyna Jasiewicz oraz dziennikarz Marcin Jamkowski.

Pierwszym etapem badań było przeprowadzenie kwerendy źródłowej w wyniku której zebrano materiał mówiący o tym, że zrabowane przez Szwedów dzieła sztuki były spławiane łodziami w dół Wisły do Zatoki Gdańskiej gdzie przeładowywano je na statki i transportowano do Szwecji. Badania archiwalne wskazały również, że wiele z tych łodzi podczas swej żeglugi miało wypadki, bądź nadmiernie obciążone tonęły, a łup lądował w wodach Wisły. Informacje te stały się podstawą do dalszych badań, które natomiast wymagały wytypowania  potencjalnego miejsca spoczynku zabytków. Porównywanie map z różnych okresów pozwoliło ustalić, że koryto Wisły w rejonie Cytadeli wydawało się najwłaściwszym miejscem.

Drugim etapem było jak najdokładniejsze pomierzenie dna rzeki co wymagało specjalistycznego sprzętu, m.in. sonarów, echosondy i sub bottom profilera. Analiza pomiarów pozwoliła wyznaczyć w dnie obiekty pochodzenia nienaturalnego, które wymagały dokładniejszego sprawdzenia, co w 2010 roku było znacznie utrudnione przez często napływające fale powodzi.

W ciągu ostatnich miesięcy zabytki udało się zlokalizować i wydobyć na powierzchnię przy pomocy nurków zawodowych i ciężkiego sprzętu. Nurkowania odbywały się w bardzo trudnych warunkach. W rzece widoczność wahała się między 0,5 m a 0, natomiast prąd wody w porywach osiągał 7m/s. Wśród nich było wiele marmurowych elementów zarówno rzeźbiarskich jak i architektonicznych, do których można zaliczyć ramy okienne, parapety czy łuki arkadowe. Jeden z fragmentów został nawet określony „snopkiem wazowskim” i jest identyfikowany jako herb rodowy Wazów (datowany na ok. 1610 r.).

Nie od dziś wiadomo, że potop szwedzki był ciężkim okresem dla Rzeczpospolitej, zarówno pod względem militarnym jak i kulturalnym, jednak dobrze, że powstają takie projekty ten, który pozwala odzyskać nam dziedzictwo kulturowe. Dziedzictwo, które jak się okazuje (w większej lub mniejszej części) nigdy nie opuściło terenu kraju. To kolejny z projektów który wywarł ogromne wrażenie.

Całą uroczystość zamknęło otwarcie wystawy fotograficznej, która mieści się wzdłuż pasaża Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Zdjęcia to przede wszystkim przedstawienia nurkowań o bardzo różnym charakterze, m.in.: nurków jaskiniowych, archeologów podwodnych czy po prostu  nurków technicznych i rekreacyjnych w różnych akwenach. Odnoszę wrażenie, że to wystawa typowa dla takiej „imprezy” i prawdę mówiąc nie spodziewałam się czegoś innego, ale byłaby zdecydowanie bardziej interesująca gdyby zdjęcia mieściły się na wysokości wzroku. Zadzieranie głowy do góry żeby obejrzeć zdjęcia wiszące 1,5-2 metrów nad głowami oglądających przyprawia niestety o ból karku.

Wybierając się na Dni Archeologii Podwodnej na Uniwersytecie Warszawskim spodziewałam się ciekawych i konstruktywnych wykładów oraz tematów, które jeszcze bardziej zachęcą mnie do działania w tym kierunku, i trzeba przyznać, że się to udało. Organizacja całości przebiegała sprawnie, pojawili się znani i ciekawi ludzie, którzy krótko omówili swoje projekty oraz badania, a przy tym było to treściwe, absorbujące i wiele powiedziało o zawartości polskich, i nie tylko, wód i historii, która się tam kryje.

Reklamy